czwartek, 29 sierpnia 2013

Guayaquil

Jesteśmy na miejscu, już w hotelu. Hotelu bez okien:P. Specyficznie;).

Ale jest WiFi, więc jest kontakt ze światem. Bo tak to minuta kosztuje 8 zł, a sms 2 zł. Wiec darmowe WiFi stanowi satysfakcjonująca alternatywę.

Jutro o 8 na statek i już wiadomo, że nie będzie tak jak miało być. Miała być reda na kilka dni, a będzie podróż do Kolumbii, bo bananów brakuje i nie mogą ładować to jadą gdzieś indziej ich szukać;P.

12 godzin w samolocie to straszna rzecz, siedzieć tyle czasu... Moze gdyby nie mały dzieciak co wył przez cały prawie lot jak syrena okrętowa. Przez prawie caly czas czyli jakieś 90% lotu... Nie pomagało nawet słuchanie głośno soundtracku z Króla Lwa:P.

I bynajmniej nie marudzę, bo gdyby spytać kogokolwiek, to wszyscy pasażerowie, pewnie wliczając w to Matkę tego dzieciaka, miało mordercze plany, tak co najmniej żeby wepchnąć mu poduszkę do buzi żeby przestal wyć:P.

W każdym razie Ameryka Południowa zdobyta:P. Przynajmniej na papierze;).


Jeszcze w czasie lotu... w zasadzie w połowie lotu


Wyświetlacz w fotelu w samolocie. Ścieżka dźwiękowa z Króla Lwa:)

Podusie, które dają każdemu w czasie lotu:)

W pełnym rynsztunku:)

A tutaj już na lotnisku w Guayaquilu. Samolot, z którego właśnie wysiedliśmy.


W drodze z samolotu po bagaże.




Ostatnia odprawa i "wbijanie pieczątek" :D Pani w okienku bardzo długo wpatrywała się w paszport Mariusza i pytała o coś wszystkie koleżanki dookoła:P ale to podobno norma:P.

Pierwsza pieczątka w paszporcie:)


To już sklep na terminalu "na zewnątrz" od strony miasta. Czyli mój widok w czasie oczekiwania na Agenta:P.

Czekając na naszego agenta w Guayaquilu.

I już przed terminalem pakujemy się do samochodu.




Auto zapakowane bagażami ale trzeba było jeszcze poczekać na drugie auto co zabierze Nas.


I na koniec mała kolacja w hotelu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz