sobota, 14 września 2013

Humberto, Gabrielle, Ten...

Kilka dni nie pisałem, bo wbrew pozorom większa część mojej pracy to
papiery, maile, i inne "typowe" zajęcia. W żegludze oceanicznej prowadzenie
statku sprowadza się do poprawienia kursu raz w lewo, raz w prawo o kilka
stopni, żeby trzymać się generalnie zadanego kursu i naciskania pewnego
bardzo irytującego guzika, ale o tym za chwilę;) Poza tym, większość wacht
spędza się "w biurze" nie mając specjalnie czasu i potrzeby patrzenia gdzie
my właściwie jedziemy i co jest przed nami. Przynajmniej czas leci...

Wspomniałem o o irytującym guziku. Od zeszłego roku pojawił się tzw. BNWAS
czyli Bridge Navigational Watch Alarm System - zupełnie podobny do tzw.
Czujki w pociągach. Tak jak maszynista w pociągu, żeby potwierdzić, że nie
zasnął musi wciskać ten guzik co kilkanaście minut lub włączy się alarm.
Jeśli na ten alarm nie zareaguje wtedy pociąg samoczynnie się zatrzyma. U
nas jest podobnie, maksymalnie co 12 minut włącza się alarm. Po kolejnych 60
sekundach jeśli nikt nie wciśnie guzika włącza się alarm na dole, na dolnym
pokładzie. Później - u kapitana w kabinie, a ostatecznie tzw. General Alarm
czyli dzwonek alarmowy na całym statku. Zatrzymać się tak po prostu i tak
łatwo nie da:) Irytujące? Ogromnie... ale można jakoś przywyknąć, choć w
myślach klnie się i na ten Bogu ducha winny guzik i na tych decydentów co to
wymyślili:)

Przechodząc do tytułu. Co to za imiona? To aktualnie panoszące sie po
północnym Atlantyku imiona trzech Huraganów. Humberto na północny zachód od
Afryki powyżej Równika, Gabrielle na wysokości Bostonu, a Ten w północnej
części Meksyku, na wysokości Florydy. Jak łatwo się domyślić żaden z nich
bezpośrednio nie znajduje się tam gdzie my. Jedynie Humberto na ogromną
odległość przenosi swoją obecność i nieco wpływa na pogodę, a ściślej na
przesunięcie się ośrodka wyżowego i w efekcie - śliczną, letnią pogodę, z
lekkim wiaterkiem, błękitnym niebem, ale niestety też z tzw. Martwą falą,
czyli taką, która powstała pod wpływem wiatru, ale daleko stąd i tak jak
tego wiatru nie ma, tak fala z odległego sztormu (czy tutaj Huraganu) do nas
dociera. Częste zjawisko na większych akwenach kiedy pogoda i wiatr jest
świetna, a statkiem i tak buja od martwej fali. Adze się pewnie nie podoba,
bo to pierwszy dzień faktycznego bujania. Takiego upierdliwego dość, bo do
15 stopni na burtę.

Skąd wiemy, że huragan nie trafi w nas? Wspomniany kilka dni temu SPOS
dokładnie pokazuje trasę huraganów, naszą trasę i dokładny wpływ każdego
takiego ośrodka niżowego na nasz statek.

Z informacji pozycyjnych znajdujemy się 37st05m szerokości północnej i
33st48m długości wschodniej. Płyniemy kursem 058 stopni, z prędkością 15,6
węzła (28,9km/h). Do Azorów zostało ok. 200Mm, czyli będziemy tam za ok.
18h. Planowo wejdziemy na redę Kalundborga w Danii po zaopatrzenie ok. 20.09
późno w nocy lub nad ranem, następnie ok. 24.09 do Rosji, gdzie planowo
spędziemy tam ok. 3-4 tygodni. Informacja o ładunku i szczegółach nie nadaje
się do publicznej informacji;)

Za to niepotwierdzone wciąż, że po drodze do Rosji na częściowy wyładunek
możemy zawinąć do Polski:) Ale o tym więcej za kilka dni.





Received: from MPD at Globe Wireless;
Sat, 14 Sep 2013 14:33 UTC
Message-id: 403258470

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz