sobota, 5 października 2013

DZIEŃ 39

Sporo czasu już nie pisałam. W sumie od ostatniej wycieczki, bo i nie było specjalnie o czym. Do Rosji weszliśmy 26 września i jesteśmy tutaj dalej. Wypakowali banany i po kilku dniach przestawili nas o jakieś 30 metrów może:P. Ze dwie godziny pracy ludzi, żeby kawałek nas przesunąć. No ale cóż, na nasze miejsce przyszło Chile Star i ich wyładowywali. Chile kiedyś było piękne, zadbane, prawie całkowicie pod polską załogą, a teraz? Zardzewiałe burty, głęboka rdza i już nie wygląda tak ładnie. A wystarczyło by że firma nie żałowała kilku wiader farby (fakt, farby za grube tysiące ale efekt naprawdę robi wrażenie). No ale ja nie o tym chciałam;). Wczoraj znowu nas przestawili, bo mają ładować… ale ponad 12 godzin minęło, a stoimy dalej bez prac załadunkowych. Bo się coś nie potrafią dogadać znowu z czymś. Normalka:P.

 Zdjęcie w porcie przy żaglowcu, między jedną bramą, a drugą.

W czwartek miało podać i być brzydko ale nie było, więc poszliśmy znowu na wycieczkę.

Przodownik pracy i zapachniało tutejsza współczesnością, a naszą przeszłością:P

Tradycyjnie wycieczka od zejścia do trapu, przez jedną bramę, potem drugą i na przystanek do busika numer 19. Pół godzinna wycieczka busikiem i jesteśmy na Placu Siennym, stamtąd udaliśmy się na stację metra.

Widok na peron metra.

Ale wejście na stację to nie wszystko, potem jeszcze miliony korytarzy, siedemset pięter w górę i w dół, no i w końcu docieramy na właściwą stację i jedziemy na stację Gor’kovskaya przy Parku Aleksandrova gdzie mają ZOO, skąd idziemy w kierunku Aurory, czyli takiej ich Błyskawicy.

Z Aurorą w tle.

Po drodze mijaliśmy budynek Gazpromu:P. Wracamy Petrovskaya naberezhnaya, czyli nabrzeżem Petrova, tak sądzę:P.

Tym razem słit focia z Aurorą w tle:P

A niebo było obłędne tego wieczora, po prostu wszystkie kolory tęczy, nawet troszeczkę widać to na zdjęciach.

Nabrzeże Petrova.

Później tradycyjnie do Burger Kinga na WiFi:P i na kolacje przy okazji, bo kucharz jak naprawdę niewiele złego można powiedzieć o Jego kuchni (nawet po „delikatnej” sugestii Mariusza, że brakuje mu sosów, to nawet sosy zaczął robić i to całkiem dobre) to jak robi kalmary, to niestety robi je bez niczego, prawie że tylko gotowane, a one wtedy naprawdę nie mają smaku:P. Ale dobry Whooper nie jest zły;).

To samo, tylko kawałek dalej.

Po drodze mijaliśmy coś co wybudowali na jakąś rocznicę z jakiejś okazji, nie wiem co to jest ale fota musiała być:P

To coś na jakaś rocznicę;)

I potem znowu spacer mostem Troitskiym i potem nabrzeżem wzdłuż budynków Ermitrażu i potem spacer aż do Placu Siennego, bo uznaliśmy że będzie szybciej niż metrem, gdzie i tak trzeba będzie przejść milionem schodów żeby dotrzeć na właściwą linię (co prawda mają ich tylko 6 ale i tak czasem jak się wszystkie krzyżują to jest strasznie zawiłe żeby dotrzeć na właściwy peron) i powrót na statek.

 Ten widoczek już znamy;) - kto dokładnie czyta i powie mi co to jest?:P:P

Buziaki,
A&M

2 komentarze:

  1. Coś się obijacie w pisaniu :) nie ma co czytać :) Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku :) Kiedy koniec szalonej podróży? Trzymajcie kciuki w piątek o 14.00 booo... Madzior się broni :o buziaki i pozdrowienia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No to w połowie listopada oblewamy!!!!! Zamelduję się jak tylko postawię stopę na polskiej ziemi:-*:-*:-* no chyba, że to będzie jakaś chora godzina:P:P ale zachowaj dla mnie jeszcze trochę radości do tego czasu:-*:-*:-*:-*:-*

    OdpowiedzUsuń