Sporo czasu już nie pisałam. W sumie od ostatniej wycieczki,
bo i nie było specjalnie o czym. Do Rosji weszliśmy 26 września i jesteśmy
tutaj dalej. Wypakowali banany i po kilku dniach przestawili nas o jakieś 30
metrów może:P. Ze dwie godziny pracy ludzi, żeby kawałek nas przesunąć. No ale
cóż, na nasze miejsce przyszło Chile Star i ich wyładowywali. Chile kiedyś było
piękne, zadbane, prawie całkowicie pod polską załogą, a teraz? Zardzewiałe
burty, głęboka rdza i już nie wygląda tak ładnie. A wystarczyło by że firma nie
żałowała kilku wiader farby (fakt, farby za grube tysiące ale efekt naprawdę
robi wrażenie). No ale ja nie o tym chciałam;). Wczoraj znowu nas przestawili,
bo mają ładować… ale ponad 12 godzin minęło, a stoimy dalej bez prac
załadunkowych. Bo się coś nie potrafią dogadać znowu z czymś. Normalka:P.
Zdjęcie w porcie przy żaglowcu, między jedną bramą, a drugą.
W czwartek miało podać i być brzydko ale nie było, więc
poszliśmy znowu na wycieczkę.
Przodownik pracy i zapachniało tutejsza współczesnością, a naszą przeszłością:P
Widok na peron metra.
Ale wejście na stację to nie wszystko, potem jeszcze miliony
korytarzy, siedemset pięter w górę i w dół, no i w końcu docieramy na właściwą
stację i jedziemy na stację Gor’kovskaya przy Parku Aleksandrova gdzie mają
ZOO, skąd idziemy w kierunku Aurory, czyli takiej ich Błyskawicy.
Z Aurorą w tle.
Po drodze mijaliśmy budynek Gazpromu:P. Wracamy Petrovskaya
naberezhnaya, czyli nabrzeżem Petrova, tak sądzę:P.
Tym razem słit focia z Aurorą w tle:P
A niebo było obłędne tego wieczora, po prostu wszystkie
kolory tęczy, nawet troszeczkę widać to na zdjęciach.
Nabrzeże Petrova.
Później tradycyjnie do Burger Kinga na WiFi:P i na kolacje
przy okazji, bo kucharz jak naprawdę niewiele złego można powiedzieć o Jego
kuchni (nawet po „delikatnej” sugestii Mariusza, że brakuje mu sosów, to nawet
sosy zaczął robić i to całkiem dobre) to jak robi kalmary, to niestety robi je
bez niczego, prawie że tylko gotowane, a one wtedy naprawdę nie mają smaku:P.
Ale dobry Whooper nie jest zły;).
To samo, tylko kawałek dalej.
Po drodze mijaliśmy coś co wybudowali na jakąś rocznicę z
jakiejś okazji, nie wiem co to jest ale fota musiała być:P
To coś na jakaś rocznicę;)
I potem znowu spacer mostem Troitskiym i potem nabrzeżem
wzdłuż budynków Ermitrażu i potem spacer aż do Placu Siennego, bo uznaliśmy że
będzie szybciej niż metrem, gdzie i tak trzeba będzie przejść milionem schodów
żeby dotrzeć na właściwą linię (co prawda mają ich tylko 6 ale i tak czasem jak
się wszystkie krzyżują to jest strasznie zawiłe żeby dotrzeć na właściwy peron)
i powrót na statek.
Ten widoczek już znamy;) - kto dokładnie czyta i powie mi co to jest?:P:P
Buziaki,
A&M
Coś się obijacie w pisaniu :) nie ma co czytać :) Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku :) Kiedy koniec szalonej podróży? Trzymajcie kciuki w piątek o 14.00 booo... Madzior się broni :o buziaki i pozdrowienia :*
OdpowiedzUsuńNo to w połowie listopada oblewamy!!!!! Zamelduję się jak tylko postawię stopę na polskiej ziemi:-*:-*:-* no chyba, że to będzie jakaś chora godzina:P:P ale zachowaj dla mnie jeszcze trochę radości do tego czasu:-*:-*:-*:-*:-*
OdpowiedzUsuń