środa, 23 kwietnia 2014

Afryka dzika

23.04.2014, Na południe od Wysp Kanaryjskich

Trochę czasu minęło od ostatniego posta. Niestety - praca, praca, praca. Z reszta co ciekawego może być w żegludze wzdłuż Afryki? Mało statków, mało widoków, lad daleko, jedynie Wyspy Kanaryjskie można zobaczyć z bliska. Nawet nawigacyjnie żadne to wyzwanie, bo ruch niewielki, a ten, który jest ma bardzo prosto i jasno wytyczone szlaki pomiędzy wyspami.

Za dwa dni nasz pierwszy afrykański port. Z Afryka jest ten problem, ze jedyne czego można być pewnym to brak pewności co do każdej, kolejnej rzeczy.

Poczynając od samego portu, który wydawałoby się będzie utrzymywał jakieś standardy, gdzie w końcu wpływają tam statki z całego świata, mniejsze i większe, systemy nawigacyjne i generalnie portowe są bardzo zbliżone na całym świecie. No możne z wyjątkiem Afryki. Rzecz jasna nie całej, bo to by było zbyt duże uproszczenie.

Doskonale widać to na mapach nawigacyjnych. Poza utrzymywaniem "historii trasy" służą nam informacja o podejściu i wyglądzie miejsc, których nie znamy. W wielu miejscach, a szczególnie w Europie porty są doskonale opisane, z mapami w bardzo szczegółowej skali, z ogromna ilością aktualizacji, z rozrysowanymi ścieżkami podejść, masa świateł nawigacyjnych, nadajników i innego badziewia, które mimo wszystko bardzo ułatwia cale zadanie i pomaga bezpiecznie wejść do portu mimo intensywnego ruchu.

Na mapach wielu części świata, bo przecież nie tylko afrykańskich portów rzecz dotyczy, autor najchętniej napisałby na środku coś podobnego do zdania "to co tutaj narysowałem jest bezcelowe, bo pewnie polowy znaków nawigacyjnych nie ma, światła nie świecą, keje się trochę pozapadały, a głębokości... równie dobrze można grac w totolotka" i w rzeczy samej jest to prawda, a autor opisuje te wypaczenia w nieco subtelniejszy sposób. Jak? Na torze podejściowym, na którym napisano "pogłębiony do 6,5m w 2004 roku" kawałek dalej jest notka - "głębokości zauważalnie mniejsze niż podane" lub bardziej twórczo "brak sondowania toru podejściowego od 2004 roku". Tam, gdzie jest oznakowany równo wyrysowanymi bojami kanał, w rzeczywistości jest adnotacja "raportowany brak znaków nawigacyjnych". Do tego stopnia te mapy są pomocne, ze pod tytułem mapy często znaleźć można informacje, ze głębokości, linia brzegowa, oznakowanie nawigacyjne, kotwicowiska i przeszkody oznaczone na mapach nie oddają aktualnego stanu i należy zachować szczególna ostrożność, innymi słowy - mapa, locja, czy każda inna pomoc nawigacyjna zamiast dać obraz portu i podejścia do niego daje nam tylko obraz tego, ze tam to wszystko działa trochę inaczej...

Innym problemem, chyba bardziej uciążliwym (biorąc pod uwagę, ze uda się zacumować, a nie wylądować na mieliźnie podczas podejścia) są tzw. Port Authorities czyli służby portowe. W normalnym świecie owszem zdarza się mniejsza lub większa wycieczka, ale raz. W Afryce można się spodziewać zjazdu rodzinnego i to codziennie.. Przykład? Weźmy nasz pierwszy afrykański port - Conakry. Lista osób już zgłoszonych przez agenta (pomnożyć przez 5): Służba Celna - 3 osoby, Służba Imigracyjna - 3 osoby, Służba Kontroli Portu - 2 osoby, Brygada sanitarna - 3 osoby (dotąd jest całkiem normalnie...) Brygada agrokulturalna.. ze niby rolnicy? - 3 osoby, brygada zanieczyszczeń - 2 osoby, służba pożarowa - 2 osoby, kapitanat portu - 2 osoby, inspekcja fitosanitarna - 2 osoby... Dodajmy agenta, kierowców, kolegów, szefów załadowców, odbiorców, ich agentów, kierowców... Zawsze z tego wychodzi supermarket. O co chodzi? Wchodzą do kantyny i biorą coca-cole, alkohol, papierosy, potem do prowiantury, a na koniec po bardzo "wnikliwej inspekcji" wlepiają kary za jakieś głupoty. Następnego dnia przychodzą kolejni i tak do samego końca...

Każdy przychodzi, melduje, że jest "authority" (często jedyne słowo, które zna w zrozumiałym nam jezyku), a w praktyce chce kupić paliwo ze statku w zamian za owoce albo inne kozy:).

Dla porównania dodam, ze w Antwerpii były to dwie osoby na przyjście statku i dwie na wyjście - agent imigracyjny i nasz agent.

Do tego czas pracy... w Conakry wyładowują ok. 860 sztuk (samochodów, ale tez ciężarówek, sztuk ciężkich itd.). Część z nich jest skutecznie "powciskana" miedzy inne, część jest z padniętym akumulatorem, albo nie odpali,, bo zwyczajnie jest zepsuta. Ostatnio wyładunek 200 sztuk zajął im ponad 2,5 doby pracy. Wtedy były to głownie auta, teraz masa ciężarówek, których tak prosto przecież nie wypchają... A ładunku jakby nieco więcej..

Received: from MPD at Globe Wireless;
Wed, 23 Apr 2014 08:23 UTC
Message-id: 146014639

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz