Bezradność, strach, niepewność, zazwyczaj dochodzi do tego pech i nikt bliski... chociaż by bliższy, a już w ogóle ktoś kto naprawdę to rozumie (to już w ogóle abstrakcja i zdecydowanie zbyt wygórowane wymagania). Zazwyczaj wtedy nie dość, że człowiek czuje się samotny, to do tego zawsze najmniej bliskich jest w zasięgu ręki. W końcu każdy ma swoje życie i swoje problemy i trzeba umieć stawić czoło swoim, można by powiedzieć "zmartwieniom na własne życzenie". No bo w końcu to zawsze jest dość świadoma decyzja, przynajmniej taka być powinna. Ale są chwilę gdy nawet te najbardziej świadome wybory dają najbardziej w kość.
Najgorsze są te razy, kiedy na podróż z domu na statek potrzebne są np. dwa-trzy dni... Bo chociaż na lotniskach (już raczej na prawie każdym) są minuty, czy nawet godziny darmowego Internetu, tak nie zawsze jest czas między tymi lotami (bo chyba jeszcze się nie trafiło, żeby lecieć lub wracać tylko jednym samolotem... może raz czy dwa ale to naprawdę wyjątki;)). Więc często od pożegnania na lotnisku do "pierwszego znaku życia" zza jakiejś tam wody, kraju czy gdziekolwiek tam tego M. wywieje, to mija dzień, dwa, a zdarzały się nawet trzy. A ta cisza wtedy zabija, powoli i boleśnie.
Bo jak to zwykle bywa, "do pierwszego maila, a potem będzie już z górki". Trochę nadrabianie zaległości w sprawach bieżących (zaniedbanych trochę ostatnimi dniami przed wyjazdem, no bo wtedy przecież chce się poświęcić 200% czasu na bycie razem lub załatwianie rzeczy niezbędnych przed wyjazdem, czy to formalności czy po prostu jakieś mniejsze lub większe decyzje, które trzeba podjąć zanim się wyjedzie. Bo potem z tym bywa różnie, a wręcz niektórych rzeczy nie ma możliwości załatwić. Trzeba zaplanować na pół roku do przodu wszystkie ważne sprawy w przypadku których może okazać się potrzebny podpis drugiej osoby, niby prosta sprawa ale jednak może okazać się bardziej skomplikowane niż byśmy tego chcieli.
Ale szczerze, czy zamieniłabym to życie na inne? NIE! Chociaż nie zawsze jest łatwo, to jednak nie ma lepszej szkoły żeby nauczyć się doceniać każdą chwilę, cenić, a nie marnotrawić wspólny czas i naprawdę utwierdzić się w przekonaniu, że to właśnie jest Moja Druga Część. Bo w innym przypadku nie da się być Marynarzową. No bo jak? Dla samego bycia? Dla pieniędzy? Bo tak wygodniej? Niestety, w pewnym momencie czegoś zabraknie, będzie za mało nie wystarczy i coś się posypie. Tu potrzeba czegoś więcej.
A piosenka ma w sobie "to coś". Urzeka już samą melodią:). Chociaż teledysk jest dość... oszczędny w swym przekazie ale może to i jego urok:).
Buziaki,
A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz