| Wentylatory wieczorową porą:) |
Kontynuuje moje
rozważania. Na początek rozwiązanie zagadki. Od początku wyładunku człowiek
kombinuje jak sobie ułatwić życie, gdzie się zagnieździć żeby z jednej strony
mieć dobry pogląd na cały pokład, a w szczególności rampy, a z drugiej strony
móc wygodnie siąść. Problem jest taki, że wszystko jest z metalu, a jak wiadomo
na metalu siedzieć za długo nie należy. Pierwsze co się nasuwa na myśl – siąść
w aucie. Logiczne, prawda? Rozumiem, że auta stare, używane, nie wiadomo ile
czekały na swoją kolej na wycieczkę do Afryki, ale w każdym niemal śmierdziało.
Nie zwróciłem specjalnie uwagi do momentu kiedy zauważyłem, że w każdym
śmierdzi tak samo. Nie byłoby pewnie nic dziwnego gdyby był środek lata, ale w
Europie ledwo się wiosna zaczęła, nie ma zbyt gorąco, a w autach smród. Kolejna
rzecz to ich pozorna czystość. Prawie każde wymyte, często bardzo dokładnie.
Czasem wydaje się nawet nieco podejrzane, że te auta wyglądają na naprawdę
dobry stan i aż dziwne, że ktoś je postanowił sprzedać i to za najmniejsze
pieniądze do Afryki. Po jakimś czasie zauważyłem, że część z aut ma
charakterystyczną linię na boku, ślad po brudzie. Później przypomniał mi się
jakiś artykuł, w którym opisywano auta popowodziowe sprzedawane jako prawie
nowe, gdzie z pozoru i z zewnątrz wyglądały faktycznie na dobre utrzymane, a
problem był bardzo głęboko. Łącząc wszystko w całość faktycznie można dojść do
wniosku, że wiele z tych aut to powodzianie. Nawet porozmawiałem z jednym z
odbiorców i przyznał, że większość rozleci się albo zatrze za kilkaset
kilometrów, bo przecież na dobrą sprawę silnik, elektryka czy skrzynia biegów
nie powinny leżakować w brudnej wodzie.
![]() |
| Wyładunek prawie zakończony. Douala, Kamerun |
Tutaj z kolei
zaczęło mnie zastanawiać kto te auta zamawia… Z jednej strony mamy przecież
złom, który ktoś próbuje sprzedać, ale nie rozumiem dlaczego ludzie nadal to
kupują, wiedząc, że dostaną złom. Nie mają tam jakiegoś marketingu szeptanego?
O Internet nie pytam… Podobnie z przysyłaniem paczek. Skoro 95% paczek jest
rozkradanych, rozbieranych, często bezsensu niszczonych w poszukiwaniu czegoś
ciekawszego to po co to wysyłać? Wszystko co wartościowe i tak zostanie
wybrane. Ostają się ciuchy, choć w niektórych portach to one miały największe
wzięcie, a potem załadowcy wyglądali jak ludziki Michelin jakby bali się, że
nam to robi jakąkolwiek różnice czy wezmą to tutaj czy w następnym porcie i
ubierali wszystko na siebie, że niby nikt wtedy nie zauważy;) Ale elektronika?
TV? Przecież to jasne, że ktoś w końcu się dogrzebie i na nic się zda zaspawanie
drzwi, pianka izolacyjna, bo jak coś jest spakowane za dobrze to wpierw zabiera
się za to służba celna jeszcze w Europie…
![]() |
| Pekaes z Radomska?:) |
Pozdrawiam firmę
Michał-Bud z Częstochowy – wasza ciężarówka trafiła do Togo ;) Pekaes z
Radomska z kolei do Kamerunu:)
Bata. Gwinea
Równikowa. Tak jak się spodziewałem i tak jak podpowiadali marynarze – cywilizacja.
Port nowy, wręcz w budowie, nabrzeża równe, dobrze zabezpieczone. Problemem
jedynie było to, że portu nadal nie ma na mapie:) Żadnej. Ale operacje
przeładunkowe trwały chwilę. W zasadzie głównie dlatego, że dowodzili nimi
Włoch, stary Francuz i kilku Algierczyków. Inaczej byłoby różnie, ale widać, że
tam ktoś myśli, port się rozwija i gospodarka rośnie.
Na koniec została
Douala. Ostrzegano mnie, że to takie dobicie na koniec, po maratonie portów.
Może nie były to do tej pory porty jakoś szczególnie męczące, a ich liczba
nadal była niewielka w stosunku do liniowych kontenerowców chociażby, ale
przygotowywałem się na najgorsze. W istocie port okazał się kłopotliwy, ale
dlatego, że był za ciasny. Statki popakowane tak ciasno, że nie mieliśmy jak
zacumować. Z jednej strony pływający dok pracujący jako stocznia, z drugiej
kontenerowiec. Tak jak na rufie udało się zacumować statek, tak dziób nie miał
szans dociągnąć lin, bo wadziły o kontenerowiec. Z kolei nie mieliśmy szans
ruszyć się do tyłu, bo problemem jest wystarczająca ilość miejsca do położenia
rampy rufowej. Po pierwsze trzeba ustawić statek pomiędzy polerami, a dodatkowo
pamiętać, że rampa wystaje jakieś 14m od burty i ok. 27m do tyłu. Przesunięcie
statku spowodowałoby, że albo rampa leżała by na polerze, albo na płocie… Po 6h
czekania i walki z portem ostatecznie kontenerowiec wyładował tyle ładunku, że
zmniejszył zanurzenie, więc dociągnęliśmy liny. Wyładowaliśmy się znacznie
szybciej niż on zdążył się na powrót ładować.
Teraz już droga do Europy. Najpewniej ponownie Antwerpia i tam będzie zamknięcie kółeczka, chociaż jak wiadomo – nic nie jest pewne i port mogą się diametralnie zmienić.
Teraz już droga do Europy. Najpewniej ponownie Antwerpia i tam będzie zamknięcie kółeczka, chociaż jak wiadomo – nic nie jest pewne i port mogą się diametralnie zmienić.
| Łódź patrolowa w Conakry, Gwinea |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz