poniedziałek, 12 maja 2014

Subiektywny Przewodnik po Afryce. Część II.

Wentylatory wieczorową porą:)
Kontynuuje moje rozważania. Na początek rozwiązanie zagadki. Od początku wyładunku człowiek kombinuje jak sobie ułatwić życie, gdzie się zagnieździć żeby z jednej strony mieć dobry pogląd na cały pokład, a w szczególności rampy, a z drugiej strony móc wygodnie siąść. Problem jest taki, że wszystko jest z metalu, a jak wiadomo na metalu siedzieć za długo nie należy. Pierwsze co się nasuwa na myśl – siąść w aucie. Logiczne, prawda? Rozumiem, że auta stare, używane, nie wiadomo ile czekały na swoją kolej na wycieczkę do Afryki, ale w każdym niemal śmierdziało. Nie zwróciłem specjalnie uwagi do momentu kiedy zauważyłem, że w każdym śmierdzi tak samo. Nie byłoby pewnie nic dziwnego gdyby był środek lata, ale w Europie ledwo się wiosna zaczęła, nie ma zbyt gorąco, a w autach smród. Kolejna rzecz to ich pozorna czystość. Prawie każde wymyte, często bardzo dokładnie. Czasem wydaje się nawet nieco podejrzane, że te auta wyglądają na naprawdę dobry stan i aż dziwne, że ktoś je postanowił sprzedać i to za najmniejsze pieniądze do Afryki. Po jakimś czasie zauważyłem, że część z aut ma charakterystyczną linię na boku, ślad po brudzie. Później przypomniał mi się jakiś artykuł, w którym opisywano auta popowodziowe sprzedawane jako prawie nowe, gdzie z pozoru i z zewnątrz wyglądały faktycznie na dobre utrzymane, a problem był bardzo głęboko. Łącząc wszystko w całość faktycznie można dojść do wniosku, że wiele z tych aut to powodzianie. Nawet porozmawiałem z jednym z odbiorców i przyznał, że większość rozleci się albo zatrze za kilkaset kilometrów, bo przecież na dobrą sprawę silnik, elektryka czy skrzynia biegów nie powinny leżakować w brudnej wodzie.

Wyładunek prawie zakończony. Douala, Kamerun
Tutaj z kolei zaczęło mnie zastanawiać kto te auta zamawia… Z jednej strony mamy przecież złom, który ktoś próbuje sprzedać, ale nie rozumiem dlaczego ludzie nadal to kupują, wiedząc, że dostaną złom. Nie mają tam jakiegoś marketingu szeptanego? O Internet nie pytam… Podobnie z przysyłaniem paczek. Skoro 95% paczek jest rozkradanych, rozbieranych, często bezsensu niszczonych w poszukiwaniu czegoś ciekawszego to po co to wysyłać? Wszystko co wartościowe i tak zostanie wybrane. Ostają się ciuchy, choć w niektórych portach to one miały największe wzięcie, a potem załadowcy wyglądali jak ludziki Michelin jakby bali się, że nam to robi jakąkolwiek różnice czy wezmą to tutaj czy w następnym porcie i ubierali wszystko na siebie, że niby nikt wtedy nie zauważy;) Ale elektronika? TV? Przecież to jasne, że ktoś w końcu się dogrzebie i na nic się zda zaspawanie drzwi, pianka izolacyjna, bo jak coś jest spakowane za dobrze to wpierw zabiera się za to służba celna jeszcze w Europie…

Pekaes z Radomska?:)
Pozdrawiam firmę Michał-Bud z Częstochowy – wasza ciężarówka trafiła do Togo ;) Pekaes z Radomska z kolei do Kamerunu:)

Bata. Gwinea Równikowa. Tak jak się spodziewałem i tak jak podpowiadali marynarze – cywilizacja. Port nowy, wręcz w budowie, nabrzeża równe, dobrze zabezpieczone. Problemem jedynie było to, że portu nadal nie ma na mapie:) Żadnej. Ale operacje przeładunkowe trwały chwilę. W zasadzie głównie dlatego, że dowodzili nimi Włoch, stary Francuz i kilku Algierczyków. Inaczej byłoby różnie, ale widać, że tam ktoś myśli, port się rozwija i gospodarka rośnie.

Na koniec została Douala. Ostrzegano mnie, że to takie dobicie na koniec, po maratonie portów. Może nie były to do tej pory porty jakoś szczególnie męczące, a ich liczba nadal była niewielka w stosunku do liniowych kontenerowców chociażby, ale przygotowywałem się na najgorsze. W istocie port okazał się kłopotliwy, ale dlatego, że był za ciasny. Statki popakowane tak ciasno, że nie mieliśmy jak zacumować. Z jednej strony pływający dok pracujący jako stocznia, z drugiej kontenerowiec. Tak jak na rufie udało się zacumować statek, tak dziób nie miał szans dociągnąć lin, bo wadziły o kontenerowiec. Z kolei nie mieliśmy szans ruszyć się do tyłu, bo problemem jest wystarczająca ilość miejsca do położenia rampy rufowej. Po pierwsze trzeba ustawić statek pomiędzy polerami, a dodatkowo pamiętać, że rampa wystaje jakieś 14m od burty i ok. 27m do tyłu. Przesunięcie statku spowodowałoby, że albo rampa leżała by na polerze, albo na płocie… Po 6h czekania i walki z portem ostatecznie kontenerowiec wyładował tyle ładunku, że zmniejszył zanurzenie, więc dociągnęliśmy liny. Wyładowaliśmy się znacznie szybciej niż on zdążył się na powrót ładować.

Teraz już droga do Europy. Najpewniej ponownie Antwerpia i tam będzie zamknięcie kółeczka, chociaż jak wiadomo – nic nie jest pewne i port mogą się diametralnie zmienić.


Łódź patrolowa w Conakry, Gwinea

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz