piątek, 9 maja 2014

Subiektywny przewodnik po zachodniej Afryce.


W końcu za mną, kolejny z czterech portów. Wszystkie na przestrzeni tygodnia, z wyjatkiem pierwszego w kazdym spedzilismy maksymalnie kilkanaście godzin. Każdy port w innym kraju, mimo bliskości dość różne od siebie. Daje to swietną okazję do porównania. Bardzo subiektywnego, bo w końcu opartego na bardzo krótkim kontakcie, z bardzo ograniczona, ale w pewnym sensie reprezentatywna grupa ludzi. Bardziej niż kraj odzwierciedla to pewnie konkretne miasto czy obszar lokalny, ale i tak jakiś obraz pozostaje.

Nowe Volvo w drodze do Gwinei Równikowe
Zaczynamy - Port pierwszy - Conakry lub bardziej po polsku - Konakry, choć ciągle chciałbym mówić Konakra.. Pewnie dlatego, że mam skojarzenie z Akra, która wcale daleko nie jest. No i biorąc pod uwagę, że takie Cape Town u nas nazywa sie Kapsztad (z niemieckiego?). Gwinea numer jeden. Druga to Gwinea Równikowa, która w rzeczy samej różni sie od tej pierwszej tym, że znajduje się w zasadzie na równiku. (widać, że nazewnictwo jest logiczne, więc sami na to nie wpadli). Ta pierwsza znajduje się w... dlatego tylko Gwinea;) 

Zarazem pierwszy port w Afryce po dluższej przerwie, bo do tej pory miałem okazję być w Mauretanii i Senegalu i od razu jak z liścia w twarz:) Syf, hałas, straszny tłum i w zasadzie jeden wielki chaos. Wrażenie (obawy?) potęguje wirus Ebola, który skutecznie zmniejsza ich populacje w Gwinei. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w samej Konakrze mieszka dobre 2 mln ludzi, z czego większość nie słyszała o pojęciu kanalizacji czy bieżącej wody to mam wrażenie, że ilość zachorowań, a co za tym idzie rzeczywista smiertelność  jest znacznie mniejsza niż zdają się to kreować nad wyraz sensacyjne wiadomości. Najlepsza ochrona jest trzymanie sie z dala od ludzi, jednak jest to w zasadzie niewykonalne, gdy moim zadaniem jest panowanie nad chaosem, a ich zadaniem widac jedynie bieganie w stu dokola bezsensu i najmniejszej logiki. Ogladal ktos Madagaskar? No to ekipa Króla Juliana tylko u nich króla zabraklo. Co uderza to wlasnie brak logiki. Przyklad? Niewiele trzeba rozumu, zeby podczas oprózniania pokladu z samochodów wpierw wyladowac te, które blokuja wyjazd, a potem przeciez powinno isc latwiej. Nic bardziej mylnego. Z wielkim trudem robili wszystko zeby zablokowac wyjazdy i potem bez celu i skladu wykrecali tirem na 80razy. Po kilku godzinach szukalem jakiegos kija na przemian z ochota wejscia do kabiny i wyjechania im tym autem. (Skoro oni potrafia odpalic ciagnik i wrzucic go na bieg to tez dam rade). Ostatecznie przeladunek trwal w nieskonczonosc. Przy wyladunku aut (a jak mozna sie spodziewac nie byly to auta nowe) polowa nie odpalala, wiec zaczepiali jedno o drugie zeby móc je holowac. Problem, ze robili to przy pomocy naszego sprzetu do mocowania, wiec kazdorazowo trzeba bylo tlumaczyc, ze na to im nie pozwolimy, bo nam tego
potem nie zwróca. Tlumaczenia nic nie dawaly, wiec radzilismy sobie w taki sposób, ze blokowalismy auta, sciagalem im te mocowanie i zabieralem. No i teraz problem. Logika podpowiada, ze skoro nie da sie holowac to trzeba. pchac. Ale wspomnianej cechy istoty rozwinietej u nich nie zaobserwowalem do konca, wiec zamiast pchac. ciagneli recznie. Albo pchali. ręcznie. Szczęście, że samochody byly glównie na najwyższych pokladach, więc dopchać trzeba bylo tylko do rampy, która prowadzila w dól. Gorsza sprawa, ze jak juz zjechalo z rampy to mózg nie podpowiadal, ze warto by bylo nacisnac hamulec, zaciagnac reczny czy nawet wrzucic bieg. Konczylo sie na mikro karambolu w zderzeniu z grodzia statku. Poziom nizej ponownie:) Czesto te wieksze i bardziej oporne sztuki, które nijak nie chcialy odpalic próbowali holowac inna wieksza sztuka. Nie wiem, który geniusz wpadl na pomysl holowania tego np. ladowarka gasienicowa, której gasienice sa metalowe, podobnie jak poklad i nie wiele trzeba zeby wpasc na to, ze takie polaczenie równa sie brak przyczepnosci. Dlugo nad tym mysleli.. Po 3 dniach i zabójczym tempie i ciaglym uciekaniu na kilka metrów zeby tylko sie nie zarazic w koncu wyszlismy i tylko sie modlilem zeby reszta portów nie byla równie zalosna..

Renault dla Genewskiego Komitetu Czerwonego Krzyża
Port drugi - Lome. Lome w Togo. Togo Pogo jak to ktos powiedzial. fajna, chwytliwa i nad wyraz egzotyczna nazwa. Mysle, ze to tylko kwestia porównania do portu pierwszego, ale poczulem sie niemal jak w Europie. No dobra, do Europy jeszcze daleko, ale tam ktos myslal. Przede wszystkim port posiadal jakis wiekszy wózek widlowy czy tzw. Tugmaster, taki specjalny ciagnik portowy o odpowiednio duzej mocy. Dzieki temu to co nie odpalalo lub bylo naczepa mozna bylo bardzo sprawnie wyladowac. W Konakry niestety naczepy same jakos wyjechac nie chcialy. Problemem bylo jedynie to, ze czesc ladunku byla przyblokowana przez ladunek do portów kolejnych. Poradzili sobie calkiem dobrze i bez wiekszych problemów, choc jakbysmy nie pilnowali to pewnie poblokowaliby sobie wszystko.

Rampa pomiędzy 6 i 8 pokładem. Po prawej 7 pokład.
Powoli zaczynalem widziec pewna zaleznosc, w której ladunek doskonale odzwierciedlal to do jakiego portu przyjdzie nam plynac. Do Conakry wiezlismy najgorsze co dalo sie znalezc na zlomowiskach. Do Lome wiele uzywanych aut i ciezarówek, ale nadal jezdzacych. Mozna bylo tylko mieć nadzieje, ze skoro do trzeciego portu - Baty wiezliśmy masę nowiutkich, zapakowanych w folie cieżarówek, ładowarek i innych aut ten port okaże sie lepszy.

Swoją drogą zagadka: Czy ktoś wie co sie stalo z tymi wszystkimi autami, które widzieliśmy na obrazkach TVN24 podczas jesiennych powodzi we Francji, Niemczech czy Belgii?

Jutro rozwiązanie zagadki i kolejne porty.

Pozdrawiam,

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz