Następny temat
będzie trudny. Jego trudność polega chyba w głównej mierze na niezrozumieniu.
Daleki jestem od wskazywania faktycznych zmian czy tego co właściwie ma tam
miejsce, ale mogę spróbować pokazać cały konflikt od nieco innej strony. Temat? Ukraina.
Skąd właściwie taki
temat? Nie, nie próbuję nawet przenosić na słowa opinii politycznych czy
światopoglądowych, ale jeszcze będąc w domu temat wydawał mi się jakiś bliższy
za sprawą znajomych na Ukrainie. Jak można się domyślać wszyscy to marynarze.
Będąc w domu nie bardzo rozumiałem tamtejszych zmian i nie sposób było znaleźć
jakiś informacji o istocie problemu, bo przy wszystkim jest to niesamowicie
skomplikowane i im więcej słucham opinii i tego jak widzą to Ukraińcy i
Rosjanie tutaj na statku tym bardziej wydaje mi się, że przyczyną całego
konfliktu jest – co zabrzmi może nieco dziwnie – sztuczność tworu jakim jest
Ukraina ale też i Białoruś i wiele byłych republik radzieckich. W postaci
kraju, będącego w dzisiejszych granicach żaden z nich przecież nie istniał, a
powstał na skutek podziału po rozpadzie Związku Radzieckiego. Przy tym
wszystkim konflikt wydaje mi się z dzisiejszej perspektywy, że był
nieunikniony. Tyle tytułem wstępu.
Można by się było
spodziewać, że tak jak przedstawiają to media w Polsce sprawa jest prosta,
czarno-biała. Rosjanie to ci źli, Ukraińcy są dobrzy i im pomagamy. Co do
podstaw dzisiejszego świata, w którym pewien porządek i spokój utrzymuje
gremium międzynarodowe jesteśmy zgodni i sama istota najechania innego kraju
jest zła, tak nic nie jest czarno-białe, bo to nie jest konflikt pomiędzy
Ukraińcami, a Rosjanami, bo jak można to opisywać w tych kategoriach, skoro
Ukraińcy to w ogromnej większości Rosjanie? Wystarczy spytać Ukraińca ze
wschodniej Ukrainy czy jest Rosjaninem czy Ukraińcem. Przykłady wśród
znajomych? Często rodzice mają paszporty rosyjskie, a oni – ukraińskie. (Prawda,
że to dziwne?) Języka ukraińskiego nie znają, a mieszkają tutaj tylko dlatego,
że po rozpadzie Związku Radzieckiego mieli wybierać – szkoła morska na Ukrainie
i takie też obywatelstwo, albo wyjazd – w zasadzie ze swojego „kraju”, miasta,
domu. Większość została, bo też do niedawna Ukraina, zwłaszcza ta wschodnia
była tak głęboko skorelowana z Rosją, że nie miało to znaczenia. Choćby Krym czy Sewastopol, który dla mnie bardziej
epatował swoją rosyjskością niż choćby St. Petersburg. Ale on przecież nigdy
ukraiński nie był w innym niż papierowym wymiarze. Wraz z przybliżaniem
zachodniej Ukrainy (która terytorialnie rządzi krajem) w kierunku Europy te
naturalne połączenie z Rosją zaczęło zanikać. Ktoś poczuł obawę o utratę
„swojego” terytorium. Podobnie jak interesy tych, którzy poczuli się wtedy
zagrożeni i w efekcie dotarliśmy do dzisiejszego konfliktu. Tak jak śledząc
temat w naszych mediach można rozumieć geograficzny i mentalny podział kraju na
wschód i zachód tak trzeba teraz wspomnieć o regionie Odessy. Właśnie stamtąd
pochodzi większość marynarzy (ponad 30 tysięcy osób), a same miasto zawsze było
apolityczne, głównie targowe i stabilne za sprawą właśnie portu i tej rzeszy
marynarzy z ich dewizami. Oni nakręcali popyt, ludzie sprzedawali co mieli
wszyscy byli szczęśliwi. Na początku rejsu w zasadzie na cały konflikt oni
patrzyli trochę jak i my – jakaś gra polityczna, nieco oddalona od nas, w
której niestety giną ludzie i w zasadzie tylko dlatego robi to na nas wrażenie
i chciałoby się zaprzestania takiego konfliktu. Nie dotykało ich to
bezpośrednio tak jak i nas. Temat był, ale na zasadzie potrzeby informacji czy
tam gdzie mieszkają jest spokojnie. Wszystko było dobrze dopóki w samej Odessie
ku ogromnemu zdziwieniu wszystkich również tam doszło do zamieszek i śmierci
kilkudziesięciu przypadkowych osób. Główna ulica została zdewastowana,
rozkradziona i zniszczona. Dotknęło to też bezpośrednio ich rodzin, czasem w
bardzo dosłownym wymiarze tego słowa, który jestem zmuszony pominąć i
wiadomości zaczęły przychodzić znacznie bardziej niepokojące. Przy tym
wszystkim nadal staram się zrozumieć istotę problemu.
Najbardziej uderza
to, że w zasadzie jeszcze rok temu Ukraina była niewiele inna od naszych
polskich miast. Gdyby ktoś dzisiaj powiedział, że za rok w Polsce będzie wielki
chaos, po ulicach będą biegać terroryści z karabinami, władza będzie tylko
ostrzegać zamiast ich zamknąć albo wystrzelać, rządu w zasadzie nie będzie, a
inne kraje będą sobie robić co im się podoba nikt by nie uwierzył, tak samo jak
nie wierzyli oni. Oczywiście – u nas nie ma podstaw do takich konfliktów jak
tam, ale sama świadomość, że ze spokojnego, europejskiego jednak kraju nagle
przeistacza się w kraj ogarnięty wojną i to do tego na dobrą sprawę nie wiadomo
kogo z kim… W jednej z rozmów padło
zdanie, że żeby wiedzieć kto w tym konflikcie wygrywa wpierw trzeba ustalić kto
w zasadzie walczy. Mam też wrażenie, że tych stron jest więcej i dopóki czyjeś
miasto czy rejon jest spokojny to nieco im to zwisa, ale jak tylko doszło do
fizycznego konfliktu ich opinie i poglądy mocno się zradykalizowały. Nie ma
mowy o jakimś nacjonalizmie, oskarżeniach Rosji, Europy, USA czy Polski. Bardziej
dzieli się to na obozy wewnątrzkrajowe, takie polityczne. Za i przeciw
prorosyjskiemu rządowi, za i przeciw Janukowiczowi… i wciąż ten sam co od kilku lat temat – za
zbliżeniem z Europą i UE czy przeciw i zbliżanie w stronę Rosji. Głównie
konflikt pojawia się w temacie – kto go wywołał i właściwie po co… Faszyści,
CIA, SBU czy w ogóle MOSAD… Zgody nie ma i nie będzie. Zgoda panuje jedynie w
tym, że nie służy to dobrze krajowi. Tak jak rok temu na pytanie czy widzą
szansę na poprawę sytuacji wielu było sceptycznych tak dzisiaj aż głupio
zadawać takie pytanie… Ceny urosły o 40%, pensje spadły lub nie ma ich wcale,
kraj tak jak ledwo się trzymał tak dzisiaj wszyscy są zgodni, że upada i czasem
słychać, że trzeba przekazać władzę wojsku i wprowadzenia stanu wojennego… Swoją
drogą pojawiła się pewna kwestia, która brzmi znajomo – jeśli nie wprowadzą
stanu wojennego i nie zaprowadzą porządku to czy nie wkroczą rosyjskie wojska. Kraj
się destabilizuje, zachód tylko grozi palcem i obserwuje, a Rosjanie zbliżają
się do granic… Nie wiem czy do końca słusznie i zdaję sobie sprawę z innego
kontekstu, ale nasuwa mi się historia naszego kraju…
Należy też dodać,
że tak jak nasze media są opiniotwórcze-propagandowe w zależności, z której
strony sceny politycznej się plasują tak tam można naprawdę dostać rozdwojenia
jaźni. Znającym język rosyjski proponuję eksperyment – główny news dnia wg. rosyjskich
agencji informacyjnych i ten sam news wg. prozachodnich, ukraińskich agencji. Diametralnie
różna informacja… Skąd właściwie wiemy co jest prawdą?
![]() |
| Koleżki. Jeden nie urósł:) |
Przy tym wszystkim
cała sytuacja ma dla marynarzy wymiar bardzo przyziemny. Z jednej strony
naturalny strach o bliskich i świadomość bezsilności, z drugiej coraz większa
obawa przed powrotem do kraju. Z resztą do niektórych rodziny piszą, żeby
lepiej przedłużyli kontrakt, bo chociaż spokojnie i pensja jest, a tam nic się
nie dzieje i nie ma sensu wracać. Wiele rodzin uciekło do innych części kraju,
część z marynarzy dostało powołanie do wojska i od razu po powrocie do kraju
zostaną powołani.
Mam nadzieję, że
Polska znajduje się dzisiaj w takim miejscu, w którym nie musiałbym mieć
podobnych obaw jak moi koledzy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz