Oceanem i dookoła tylko woda, woda i woda:P. Dzisiaj na darmowy przystanek i
transport załapał się ptaszek, dość długo leciał z Nami, łowił ryby i
odpoczywał sobie na statku. Co to był za ptaszek nie mam pojęcia, niestety
nie wpadłam na to żeby zabrać ze sobą jakiś atlas ornitologiczny w pdfie...
a szkoda, przydało by się:). Bo tu takie śmieszne czasem te ptaszki są:).
Ale doszliśmy do tego co za zwierzątko widzieliśmy wtedy w Iguana Park, to
małe świnkowate... Znaczy Mariusz sobie przypomniał co to było... to był
OPOS:P. W Epoce Lodowcowej takie były:P. Takie z długimi ogonkami, co na
drzewach wisiały. Z ptaszkami nie ma tak łatwo:P.
Biegnący opos. Niestety na zdjęciu jest tylko (lub, aż) tyle.
No i musze sprostować kilka rzeczy;). A konkretniej jedną, dość istoną z
mojego punktu widzenia:P.
Bujanie jak ruch wagonu w pociągu... taaa jasne:P. Widać, że Mariusz dawno
pociągiem nie jeździł:P. Pociąg buja jednostajnie, w miarę płynnie,
przewidywalnie i w jednej płaszczyźnie... Statek, nie. W końcu to metalowa
puszka, a pod nią woda, bezwładna masa z falami, więc statek nie zachowuje
się jednorodnie, tylko raz spada z fali bardziej dziobem, raz bardziej rufą,
raz w lewo raz w prawo... Bardziej jak taki mechaniczny byk rodeo tylko z
opcją slow motion:P. A nie pociąg. Tak, buja... nie tak, że by kubek miał
spaść ze stołu, czy książki z półki (swoją drogą, to dość abstrakcyjne
przykłady z racji tego, że tu wszystko ma swoje... "zabezpieczenia" więc
książki z półek nie spadają nawet przy większej fali, szafki się nie
otwierają i nic z nich nie wypada, przynajmniej w większości przypadków, bo
jak mi tu Mariusz podpowiada, bywały i takie warunki, że drzwiczki z szafek
z zawiasami od siły odśrodkowej wypadały ale ja nie o tym chciałam, takich
rzeczy mam zamiar nie musieć oglądać:P) ale buja i to jest irytujące i
męczące. I do tego fakt, że tylko na mnie to działa... nie poprawia
samopoczucia:P.
Dlatego też nie piszę za dużo, bo od tego bujania po prostu literki sie
ruszają i ciężko utrzymać wątek. A jak już myślę, że "ha! W końcu się
przyzwyczaiłam" to wejdzie jakaś nierówna fala i od razu zmieniam zdanie.
Tak sie cały czas zastanawiam o czym pisać co by było ciekawe, a jest mi już
znane, a może się wydawać czarną magia? Może jakieś podpowiedzi? Bo od tego
bujania, z myśleniem u mnie ciężko:P. Ale ciąglę wierzę w tą starą ludową
prawdę, że prędzej czy później każdy się do tego przyzwyczaja i mam
nadzieję, że będzie to wcześniej niż jak wrócę do domu:P.
A z takiej prozy codzienności... dzisiaj do kolacji (gulasz z ziemniakami w
plasterkach w sosie paprykowo marchewkowym i surówce z kapusty) były takie
bułeczki z nadzieniem mięsnym (i wiem komu by te bułeczki baaaardzo
smakowały:D). Muszę wyciągnąć od Kucharza przepis;).
Poprzedniej nocy znowu (drugi raz) zmienialiśmy czas tym razem już strefa
czasowa -3:00.
Delfinów nie było już więcej ale szukam uparcie dalej:P.
Fajnie tak nie musieć chociaż jeden rejs śledzić map ze statkami (chociaż
tym razem to trochę przybyło osób śledzących te mapy:P), a jak Mariusz jest
na wachcie, to gdy tylko zechcę, to wystarczy wejść dwa piętra w górę i po
prostu być na wpólnej powierzchni. Po prostu w zasięgu. Cała reszta, tropiki
i dalekie kraje, to tylko dodatek:). Bezcenne i cudowne:).
A co! Trochę prywaty też musi być;).
Buziaki,
A.
Received: from MPD at Globe Wireless;
Tue, 10 Sep 2013 04:32 UTC
Message-id: 401419798
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz